Kolejny raz, przesłuchuje rap na youtube,
I od bitów mam sam ochotę ruszyć stad dupę.
Lecz znów dopada mnie myśl negatywna,
Jak lina na szyi tak napięta że aż sztywna.
boje się że krok jeden do przodu zrobię,
i spod nóg znikną mi nagle wszystkie stopnie.
Spadnę lecz nie na dno bo mnie trzyma,
Ta lina co kark nadal mi wygina.
Nie jest dobrze bo brakuje mi tutaj wciąż tlenu,
Jeden błąd i mogę nie zrobić już wdechu.
Przeraza mnie ta perspektywa nędzna,
I to ze wszystko zależy tutaj od pieniądza.
Staram się trzymać legalnego życia,
Lecz nie jedna rzecz mam do ukrycia.
Nie żałuje za to co już zrobiłem,
Bo wiem że błędów niewiele popełniłem.